Co zwiastuje światowa kumulacja złota?

W ostatnich latach złoto jest silnie kumulowane przez rządy państw rozmaitych kontynentów. Rozróżnić można tu dwa „podejścia”. W pierwszej grupie znajdują się kraje, które kupują złoto. Są to głównie Chiny i Rosja w szczególności, aczkolwiek kilka innych nabywa kruszec wedle swoich możliwości. Można tu wspomnieć choćby o Indiach czy Turcji, która gra jedne z pierwszych skrzypiec jeśli chodzi o produkcję biżuterii w Europie.

Drugą grupę stanowią kraje świata zachodniego, które próbują odzyskać swoje kruszce ze skarbców amerykańskich oraz brytyjskich. Ich rezerwy nie ulegają nominalnemu powiększeniu, są niejako stałe. Problem polega na tym, że Niemcy, Francuzi, Austriacy oraz inne kraje z tej grupy, nie posiadają fizycznie swojego własnego złota, mają je jedynie na papierze. O trudnościach związanych z odzyskaniem kruszcu – głównie przez Niemcy - informowano już wielokrotnie opinię publiczną, co dowodzi, że z bliżej nam nieznanych powodów, lśniący metal nie może wrócić do tych, do których należy. Istnieje jednak coś, co przykuwa uwagę, a co wiąże się z pewną historyczną powtarzalnością.

Pierwsza kumulacja

Pierwsza wojna światowa pozbawiła ludzkość godności, milionów istnień, dóbr materialnych oraz standardu złota. Jak mawiał Ludwig von Mises, wojna w ogólnym rozrachunku nikomu się nie opłaca. Ekonomiczne konsekwencje tego konfliktu trwały jeszcze latami. Wielka Brytania, która choć należała do grona „zwycięzców”, dokonała poważnego błędu, jakim było ustalenie starego parytetu funta wobec złota. W 1914 roku porzuciła standard złota, zaś potem zaczęła drukować nad wyraz liczne funty, na potrzeby finansowania wojny. Ceny towarów siłą rzeczy poszły w górę, lecz ze złotem sprawy się miały inaczej. Cenę tego „towaru” ustalano odgórnie, choć podlegał on takim samym zasadom jak ropa, woda czy chleb. Brytyjczycy w połowie lat 20. stwierdzili, że wracają do złota, a jego cenę ustalają według starego parytetu, a więc 4,25£ za uncję. Innymi słowy, choć rezerwy złota nie uległy znacznemu powiększeniu, wycena kruszcu pozostała na starym poziomie. Gdyby dokonano należytej rewalidacji funta szterlinga uncja złota zapewne kosztowałaby ok. 5,9£ lub więcej.

Powody takiej decyzji wiązały się z prestiżem, wszak to Anglikom przypisuje się standard złota, a i posiadanie waluty, która była główną rezerwową zobowiązywało. Reguły ekonomii nie mają jednak sentymentów, stąd w rezultacie podjętych decyzji, w Wielkiej Brytanii pojawiła się deflacja i kryzys. Funt był silny w sposób sztuczny. Nadano mu wartość 7,32g w przeliczeniu na złoto, choć w praktyce był warty ok. 5,26g. Nabywając dobra eksportowe, Brytyjczycy pozbywali się funtów na rzecz chociażby Francuzów. Ci z kolei, mając zagwarantowaną wymienialność funta na złoto korzystali z tej możliwości. W tej „kumulacji” grali praktycznie pierwsze skrzypce. Jako że funtów im nie brakowało (a nie mogło, ponieważ mnóstwo ich zostało wydrukowanych w czasie wojny, a następnie wyeksportowanych w zamian za towary handlowe), a cena złota była promocyjna – tj. 4,25£ za uncję, ochoczo korzystali z opcji wykupowania kruszcu. Wśród krajów, które równie chętnie zamieniały brytyjski papier na lśniący kruszec byli Belgowie, Rosjanie, Szwajcarzy, a nawet Polacy. W okresie 1925-1930 ich zasoby wzrosły w sposób imponujący, albowiem z:

  • Francja: 1201 do 3160
  • Belgia: 80 do 287
  • Rosja: 141 do 375
  • Polska: 36 do 95
  • Szwajcaria: 131 do 207
  • Niemcy: 432 do 794

Czy Brytyjczycy naprawdę nie wiedzieli co czynią? Wygląda na to, że tak, albowiem sam Winston Churchill decyzję o ustaleniu starego parytetu miał później nazwać jednym ze swoich największych błędów. Na sprawę można spojrzeć również z tej strony, że funt jako waluta o wyrobionej renomie (uzyskanej dzięki wymienialności na złoto) został popsuty poprzez zwiększenie masy papierowej. A jak wiadomo, im więcej banknotów, tym ich siła nabywcza staje się mniejsza.

W 1929 roku wybuchła panika na skutek krachu na Wall Street. Maklerzy rwali sobie włosy z głów, a co bardziej zdesperowani skakali z wieżowców. Kryzys przeniósł się do Europy, lecz punktem zwrotnym było bankructwo austriackiego Credit Ansault w maju 1931 roku. W tym momencie fala funtów napłynęła do Londynu z żądaniem zamiany na kruszec. Waluta, która jeszcze kilkanaście lat wcześniej była synonimem stabilności i siły teraz stała się persona non grata wśród rządowych ekonomistów. Londyn musiał się poddać i we wrześniu 1931 roku zawiesił wymienialność na złoto.
W tym momencie chciwe spojrzenia zostały skierowane za Atlantyk, gdzie nie tylko cały czas obowiązywał standard złota, lecz można było także swobodnie wymieniać papier na kruszec w przeliczeniu 20,67$ za uncję. Tym sposobem Amerykanie nie tylko musieli się borykać z głodującym społeczeństwem, lecz także z roszczeniowymi Europejczykami, którzy machali zielonymi papierami i krzyczeli „złoto, złoto!”.

Święta w apartamencie od 260 zł/doba (4 os.) - SPRAWDŹ

 

I znów, pomimo ustaleń międzynarodowych politycy i ekonomiści wiedzieli, że metal to metal. Zachowuje wartość pomimo monetarnych wybryków.
Jako że zielonych banknotów z podobiznami Waszyngtona i Jacksona nie brakowało (w końcu też ich przybywało od czasu powstania FED’u), odpływ złota z amerykańskich skarbców był znaczący. Hoover, a później Roosvelt, mieli ciężki orzech do zgryzienia. Celem zastopowania zjawiska, drugi z wymienionych prezydentów najpierw okradł obywateli poprzez konfiskatę złota, a następnie podniósł jego cenę, tak aby Ci, którzy je dalej chcieli „wybierać”, musieli zapłacić cenę o 70% wyższą. Od lutego 1934 roku złoto wyceniane było na 35$. Jego cena już wcześniej taka była, lecz jego oficjalną wartość ustalano i utrzymywano w sposób sztuczny i sprzeczny z zasadami wolnego rynku.

Pierwsza kumulacja złota, która miała miejsce na przełomie lat 20. i 30. miała swoje źródło w zwiększeniu podaży papierowego pieniądza i usiłowaniu utrzymania jego zaniżonej ceny. Z rynkiem wygrać się jednak nie da. Kraje, które posiadały inteligentnych polityków, ubiegły fakty i przed czasem nabywały złoto, zaś główna waluta rezerwowa, jaką był w ówczesnym czasie funt, odcięła się od złota.

Druga kumulacja

Przed zakończeniem II wojny światowej miała miejsce konferencja, bliżej znana jako Bretton Woods, w trakcie której ustalono nowe reguły monetarne. Wydawało się, że świat ustabilizował się po tych wydarzeniach. Okazało się, że pewne cechy rządów zawsze pozostają takie same. Mowa rzecz jasna o nadużywaniu monopolu na drukowanie pieniędzy.

Amerykanie zaangażowali się w kolejne konflikty już w latach 50. Oraz 60. – Zimna wojna, Korea, Wietnam. Co więcej, uruchomiono szereg programów socjalnych. Wszystko to kosztowało. W tym samym czasie Amerykanie posiadali ogromne zasoby złota, które w 1950 roku wynosiły ponad 20 000 ton (współcześnie są to „raptem” 8 133 tony). Jednocześnie amerykański dolar stał się absolutnie główną walutą rezerwową, dokładnie taką samą jaką wcześniej był… funt szterling. Z jakiego powodu? Z tego samego, co wcześniej: siły waluty uwarunkowanej wymienialnością na kruszec.

W latach 60. ujawnił się wolny rynek, niezależny od tego, na którym rządy wymieniały złoto na dolary i na odwrót. Ów wolny rynek oznaczał, że istniały podmioty, które sprzedawały kruszec w cenie wyższej, niż oficjalnie przyjęte przez rządy, tj. 35$ za 31,1g złota. Dlaczego tak się stało? Przyczyna była jak zwykle ta sama: zbyt duża podaż papierowego pieniądza. O ile podaż złota nie wzrosła znacząco, o tyle duży dodruk dolarów musiał podnieść cenę kruszcu. Czy Amerykanie zrewalidowali cenę? Nie. I robili to niemalże dokładnie tak samo jak Brytyjczycy, którzy trzy dekady wcześniej kurczowo trzymali się starej wyceny. W tym przypadku nieadekwatnej do realiów ekonomicznych – 35$ za uncję.

W drugiej połowie lat 60. Stany Zjednoczone i kilka krajów, podjęły próbę zbicia ceny metalu tworząc tzw. London Gold Pool. Niestety, z prawami rynku wygrać nie można. Pomimo powstania Pool’u run na złoto, który zaczął się jeszcze w latach 50., w drugiej połowie lat 60. znacznie przyspieszył. Tak jak czterdzieści lat wcześniej Brytyjczycy musieli oddawać złoto za swoją papierową walutę, tak teraz Amerykanie doświadczali utraty kruszcu w zamian za swoje zielone dolary. Odpływał on bardzo szerokim strumieniem.

01

Rządy państw oraz innych instytucji rozumiały, że drukowanie dolarów na potrzeby prowadzenia wojen oraz socjalistycznego sponsorowania społeczeństwa, musi się odbić na cenach (nie zmieniło się to do dziś dnia). I rzeczywiście, okres ten oraz kolejną dekadę nazywa się kryzysem inflacyjnym. Chcąc się przed tym zabezpieczyć liczne kraje budowały złote rezerwy.

02

Amerykanie byli w szachu. Francuzi, na czele z de Gaulle’m i Rueff’em wiedli prym w ściąganiu złota zza Atlantyku. Nie tylko podważali wartość dolara i kwestionowali ówczesny system, ale także – pod koniec dekady – opuścili London Gold Pool. Wprowadzili tym samym nie lada zamieszanie. Panika zachodniej ekonomii nabierała na sile. Cena złota na wolnym rynku biła kolejne rekordy. W 1971 roku czara goryczy miała się przelać. Amerykanie nie byli w stanie utrzymać wymienialności złota przy cenie 35$, zupełnie tak samo jak Brytyjczycy, którzy nie mogli utrzymać ceny uncji złota na poziomie 4,25£ czterdzieści lat wcześniej. Nikt by nie mógł. Jankesi odcięli zatem dolara od kruszcu w sierpniu 1971 roku, tak samo jak Brytyjczycy we wrześniu 1931 roku.

W 1980 roku złoto pobiło absolutny rekord osiągając pułap 850$ za uncję. Po zamknięciu Złotego Okna dziewięć lat wcześniej tzw. rządowi ekonomiści uchodzący za ekspertów, twierdzili, że należyta cena uncji złota to poniżej 30$ i zapewne taką osiągnie. Jednocześnie, twierdzenie w tamtym czasie że złoto osiągnie pułap kilkudziesięciokrotnie wyższy wywoływało ripostę okrzyku „szaleniec!”. Tym samym mianem określa się dziś tzw. goldbug’ów, którzy prognozują cenę kruszcu na poziomie 5 000$, 10 000$ czy nawet 15 000$.

Druga kumulacja złota, która miała miejsce w latach 60. i 70. miała swoje źródło w ciągłym zwiększaniu podaży papierowego dolara i usiłowaniu utrzymania jego zaniżonej ceny. Z rynkiem wygrać się nie da. Kraje, które posiadały inteligentnych polityków, ubiegły fakty i przed czasem nabywały złoto wymieniając, w tym przypadku, dolary. Zrobiły to zanim metal zdrożał. Główna waluta rezerwowa, jaką był w ówczesnym czasie dolar, odciął się od złota.

Trzecia kumulacja

Współcześnie mamy do czynienia z trzecią kumulacją. Pod jakimi względami jest ona podobna do poprzednich?

Po pierwsze: główna waluta rezerwowa, jako wcześniej nadużyta jest wymieniana na złoto.

Po drugie: w każdym przypadku mamy do czynienia z zaniżaniem ceny kruszcu. Najpierw Brytyjczycy kurczowo trzymali się starego parytetu, a minimalna ilość złota, jaką można było wymienić za papierowe świstki wynosiła 400 uncji (ponad 12 kg). W czasie drugiej kumulacji, Amerykanie zainicjowali istnienie London Gold Pool, który miał zalewać rynek dostawami złota, celem zbicia wolnorynkowej ceny. Współcześnie mamy COMEX zlokalizowany w Stanach Zjednoczonych, któremu przypisuje się potężne manipulacje mające na celu zbijanie ceny kruszcu.

Po trzecie: repatriacji dokonują po raz kolejny kraje Europy zachodniej, w tym m.in. Francja, Niemcy, Holandia, Belgia, Austria, Szwajcaria. Ponad to, obecne są też czynniki nowe.

Istnieją hipotezy, wedle których kapitał przesuwa się ze wschodu na zachód. Potwierdzać ma to historia rozwoju cywilizacji. I rzeczywiście, tam gdzie pieniądz, tam i rozkwit. Brytyjczycy prowadząc swoją imperialną politykę, przez setki lat zdołali stworzyć silną złotą walutę, swoją dominację zdobywając głównie w XIX wieku. Nie byłaby ona taką, gdyby kruszec nie został wcześniej pozyskany. W wieku XX, kapitał (czyt. złoto) przesunął się na zachód, do Stanów Zjednoczonych. Funt ustąpił miejsca dolarowi, zaś absolutny prym jeśli chodzi o posiadane rezerwy przypisać należało Amerykanom. Na wschód od USA jest Ocean Spokojny, a za nim… Chiny. Kraj, który w czasach współczesnych dominuje pod względem… tak! Nabywania złota.

Choć nie mówi się o tym w telewizji powszechnie, prawie cały świat w mniejszym lub większym stopniu przewiduje wzrost ceny kruszcu. Poniższa mapa wskazuje na kraje, które oficjalnie nabywają złoto (kolor zielony), dokonują na poziomie rządowym repatriacji (kolor czerwony) lub w mniejszościowych jeszcze społecznościach zaczęły legalnie stosować standard złota (np. Indonezja, Utah).

03

Czy to, że potężne i regularne zakupy złota jakich dokonują Chińczycy, ale i Rosjanie i inne mniejsze kraje oznacza, że przewidują oni zastój lub spadek ceny? Raczej nie.

Czy ściąganie złota do swoich krajów przez Europę Zachodnią jest uwarunkowane jedynie chęcią posiadania swojego złota u siebie? Raczej nie.

Czy skoro historia dowiodła, że kumulowanie kruszcu poprzedza „eksplozję” cenową, tym razem będzie inaczej? Raczej nie.

Czy historia lubi się powtarzać? Tak.

fot. Bullion Vault, flickr.comCC BY-ND 2.0

Komentarze