Kosmiczny biznes

Agencje kosmiczne to miejsca, w których pracują ludzie zajmujący się zawodowo wydawaniem absurdalnie dużych ilości pieniędzy. Efektem ich ciężkiej pracy jest wypluty od czasu do czasu artefakt, jak np. taśma klejąca, która nigdy się nie odkleja albo zdjęcie Jowisza. Ile to właściwie kosztuje?

Pisząc o podboju kosmosu, należy zacząć od celów, które nam przyświecają. Są one oczywiście szczytne i wzniosłe, bo chodzi przecież o eksplorację, odkrywanie nowych ziem (jeżeli można tak powiedzieć) a także zapewnienie przetrwania ludzkości, gdy za 5 000 000 000 lat słońce stanie się czerwonym olbrzymem, zmieniając przy okazji naszą planetę w chmurę gazu. Teoretycznie mamy dużo czasu, ale w praktyce od wystrzelenia w kosmos pierwszego Sputnika (czyli od 4 października 1957 roku), zdołaliśmy postawić nogę tylko na księżycu, który znajduje się zaledwie 384 tysiące kilometrów od naszej planety. To niezbyt daleko.

Ciężko znaleźć informację na temat kosztów budowy satelity Sputnik 1. Niektóre ze źródeł wspominają coś o 24 rublach i szklance wódki. Cóż, początki nie były łatwe i mało kto przypuszczał, że potomnych będą interesować tak błahe i przyziemne sprawy jak budżety misji. Wiadomo jednak, że samo wystrzelenie rakiety nośnej Sputnik 8K71PS kosztowało 73 miliony dzisiejszych dolarów (czyli jakieś 6 dni bombardowania ISIL).

Dla porównania: za wystrzelenie rakiety Saturn V, która w 1969 roku wyniosła na orbitę misję Apollo 11, trzeba było zapłacić 185 milionów dolarów. Rachunek za budowę samej rakiety opiewał na kwotę 110 milionów dolarów. Na dzisiejsze pieniądze byłoby to odpowiednio 1,2 miliarda za wystrzelenie oraz prawie 714 milionów za rakietę. Do tego doliczyć należy jeszcze moduł księżycowy oraz moduł dowodzenia. Całość zamknęła się w 2,3 mld dzisiejszych dolarów, ale to pieniądze wydane tylko na tę jedną misję, która nie doszłaby do skutku bez poprzednich dziesięciu.

Wśród 10 najdroższych rzeczy wybudowanych przez ludzkość, czołowe miejsce zajmuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, której łączny koszt prawdopodobnie przekroczy znacznie 100 miliardów dolarów (1/6 PKB Polski). Liczba ta dała dobry asumpt dla przeciwników podboju kosmosu, którzy powiedzieli, że teleskop Hubble`a kosztował tylko 2,5 miliarda USD, a przyniósł znacznie więcej odkryć niż jakiekolwiek inne przedsięwzięcie. Radziecki MIR, który wyglądał wprawdzie jak coś posklejane w amoku przez szalonego naukowca, kosztował zaledwie 4,2 mld dolarów przez cały okres swego życia, od dnia rozpoczęcia misji, aż do momentu szczęśliwego wodowania w Pacyfiku w 2001 roku. W latach 70-tych amerykanie mieli też stację kosmiczną. SkyLab kosztował symboliczne 10 miliardów dolarów. Aha... i 400 dolarów mandatu za zaśmiecanie hrabstwa Esperance w Australii odłamkami stacji. NASA nigdy nie zapłaciła mandatu. Zrobili to słuchacze stacji Highway Radio 30 lat po deorbitacji stacji.

Jeszcze kilka przykładowych kwot. Misja Curiosity na Marsa kosztowała 2,5 miliarda dolarów. Misja Rosetta (lądowanie sondy na komecie okresowej 67P/Czuriumow-Gierasimienko) – 1,8 miliarda dolarów. Mars Pathfinder zamknął się w niemalże śmiesznej kwocie 265 milionów dolarów w latach 1996-97, więc na dzisiejsze prawie 400 milionów. W przeliczeniu na kilometrówkę, pewnie bije wszystkie inne misje na głowę! Roczne budżety NASA w latach 2016-2020 oscylować będą w granicach 18-19 miliardów dolarów. W latach 2010-2015 NASA wydała 107 miliardów dolarów. Celowo nie wspominam nawet o ofiarach w ludziach, których właściwie nie da się wycenić. Nie powinno więc dziwić, że przeciwnikom podboju kosmosu jest to mocno nie w smak.

Raport rynku złota 2016

 

Liczby nasuwają jeden wniosek: to szaleństwo. Ale spójrzmy na to z drugiej strony – dokładnie tak samo mówili ludzie współcześni Krzysztofowi Kolumbowi, Ferdynandowi Magellanowi czy Vasco da Gamma. Za pieniądze idące na podbój kosmosu można by kupić bardzo dużo bomb i rakiet lub rozwiązać kilka innych, palących problemów. Ale należy pamiętać także, że eksploracja kosmosu niesie ze sobą rozwój wielu innych dziedzin nauki (chociażby medycyny) i techniki, których w innych okolicznościach nie mielibyśmy szans rozwinąć. Ta kosztowna fanaberia naukowców pozwala nam patrzeć w rozgwieżdżone niebo z nadzieją, że kiedyś to wszystko będzie dla nas na wyciągnięcie ręki. A to dla patologicznych fanów Star Wars jest absolutnie BEZCENNE.

fot. Tammy Bennert, Flickr.com, CC0 Public Domain

Komentarze

Bartosz Adamiak