Krótka historia kryzysów finansowych cz. 1

Przez wieki spektakularne krachy i spadki na rynkach finansowych rujnowały pojedynczych obywateli, ale nie stanowiły wielkiego zagrożenia dla stabilności ekonomicznej świata. Sytuacja zaczęła ulegać zmianie w XIX w., a kiedy wybuchł Wielki Kryzys stało się jasne, że rynki finansowe mają możliwość doprowadzenia do załamania realnej gospodarki.

Na początku 1719 r. Izaak Newton, wybitny brytyjski fizyk, zainwestował w akcje Kompanii Mórz Południowych pewną stosunkowo niewielką sumę. Po kilku miesiącach wyszedł z inwestycji z niemal dwukrotnym zyskiem. Wspaniała historia geniusza, który potrafił dorobić się na nieprzewidywalnej giełdzie? Nie do końca. Gwałtowne wzrosty trwały, a naukowiec obserwował, jak spektakularnie rosną fortuny jego przyjaciół, którzy nie zdecydowali się upłynnić inwestycji. Zebrał więc ogromne pieniądze i zainwestował je znowu, po cenie niemal czterokrotnie wyższej niż na początku roku.

Na przełomie 1719 i 1720 r. Kompania Mórz Południowych zaliczyła spektakularny krach i Newton został bankrutem. Ta historia to nie tylko przestroga przed bańkami spekulacyjnymi, ale także, według niektórych historyków, pierwszy „współczesny” kryzys finansowy. Pociągnął za sobą upadek kilku banków i znaczący wzrost brytyjskiego długu publicznego, ale pozwolę sobie na odmienne zdanie.

Czym jest kryzys finansowy?

Angielska Wikipedia definiuje kryzys finansowy jako „nagła stratę znaczącej części wartości przez aktywa finansowe”. Definicja niezła, ale stawia znak równości między kryzysem finansowym i pęknięciem bańki spekulacyjnej, a nie o tym chciałem tu pisać.

Dawne bańki spekulacyjne dotyczyły wąskiej warstwy najbogatszych ludzi. W XVII czy XVIII wieku mało kto miał na tyle wolnej gotówki, by inwestować ją na ryzykownym i niedojrzałym rynku papierów wartościowych. Krachy były osobistymi tragediami dla wielu ludzi, czasem również dla władców, ale nie dotykały bezpośrednio większości społeczeństwa.

Dlatego w tym artykule i jego drugiej części będę pisał o tych kryzysach, które zdołały zachwiać realną ekonomią na skalę globalną. Zaczęło się to w XX w., gdy bogacenie się społeczeństw i niespotykany wcześniej w historii rozwój rynków finansowych pokazał nowe możliwości. Sektor finansowy zaczął zatrudniać coraz więcej ludzi. Papiery wartościowe zaczęły zabezpieczać oszczędności i emerytury, pojawiła się możliwość wzięcia łatwego kredytu na spekulacyjne inwestycje giełdowe, a państwa i firmy powszechnie emitowały obligacje.

A wzorcowym kryzysem finansowym jest Wielki Kryzys z 1929 r.

Goldsaver.pl

 

Czarny czwartek, poniedziałek, wtorek

Historycy i ekonomiści do dziś spierają się, czy krach na Wall Street był przyczyną i początkiem Wielkiego Kryzysu, czy tylko jego częścią składową. Faktem jest, że pewne symptomy problemów zaczęły pojawiać się z wyprzedzeniem.

Lata 20-te zostały ochrzczone w Stanach „Ryczącymi dwudziestkami”. Był to czas powszechnej powojennej prosperity, której nie zakłócił powojenny kryzys hiperinflacji, który zresztą dużo bardziej odczuła Europa. Stany wyszły z I wojny światowej jako największy wierzyciel w gronie aliantów (Wielka Brytania spłaciła ostatnie długi wojenne pod koniec XX wieku). Amerykański przemysł kwitł, co sprawiło, że wielu farmerów porzuciło pola i udało się do miast za pracą. W przeciwieństwie do miast, wieś podupadała, ale wówczas nikt się tym nie przejmował.

Fantastyczne wyniki przemysłu powodowały, że rynek akcji osiągał szczyt za szczytem i pojawiło się przekonanie, że „zawsze będzie rosło”. Amerykanie kupowali akcje na potęgę, korzystając z dźwigni finansowej. Niektórzy maklerzy udzielali kredytów o wartości dwukrotności depozytu (czyli 2/3 akcji było kupowane na kredyt). Tuż przed krachem wartość tych pożyczek sięgała 8,5 mld dolarów, co przewyższało wartość całej amerykańskiej waluty w obiegu.

W marcu 1929 r. Rezerwa Federalna ostrzegła o możliwości krachu spekulacyjnego, ale zahamowało to wzrosty jedynie na moment. Wszystko było dobrze do września, choć pojawiły się pierwsze oznaki spowolnienia w przemyśle.

18 września zaczęły się spadki na giełdzie nowojorskiej. 20 września załamała się giełda londyńska. Amerykański rynek akcyjny stał się wysoce niestabilny. Ceny skakały to w górę, to w dół przy dużych obrotach. 24 października nadszedł Czarny Czwartek, kiedy na otwarciu ceny poleciały w dół 11%. Spanikowani inwestorzy nie wiedzieli ile są warte ich akcje, bo maklerzy nie nadążali z przyjmowaniem i realizacją zleceń (przypomnę, że nie było internetu, a telefon wciąż nie stanowił standardu).

Sytuację na chwilę uspokoiły potężne zakupy największych amerykańskich banków, ale w weekend gazety rozpisywały się o krachu, pogłębiając panikę. 28 października, w Czarny Poniedziałek, Dow Jones osunął się o 13%, a panika sięgnęła szczytów w Czarny Wtorek 29 października, gdy kurs spadał o 12%, a właściciela zmieniło 16 mln akcji, co wówczas stanowiło niewyobrażalną liczbę i ustanowił rekord niepobity przez kolejnych 40 lat. W ciągu tych dwóch dni z rynku wyparowało 30 mld dolarów. W przeliczeniu na dolary z 2014 r. daje to kwotę ok. 415 mld dolarów. Dla porównania w 1930 r. wydatki rządowe na poziomie federalnym, stanowym i lokalnym w USA wyniosły niecałe 12 mld dolarów.

Sytuacja kompletnie wymknęła się spod kontroli. Ludzie tracili dorobek życia. Ich bezwartościowe papiery nie pozwalały na spłatę zaciągniętych pożyczek. To pociągało za sobą bankructwa ich wierzycieli, potem wierzycieli wierzycieli i cały rynek zawalił się jak domino. Radykalny spadek siły nabywczej obywateli dobił krztuszącą się gospodarkę i spowodował masowe zwolnienia, co tylko pogorszyło sytuację. Rozpoczął się Wielki Kryzys.
Wychodzenie z niego to temat na osobny artykuł. Tutaj wspomnę tylko, że rozlał się na cały świat i choć USA zaczęły odżywać w 1933 r., niektóre kraje szeroko rozumianego zachodu borykały się z problemami gospodarczymi do późnych lat 30-tych, a fatalna sytuacja gospodarcza w Niemczech utorowała drogę do władzy Hitlerowi.

Kryzys naftowy

Mianem „kryzysu naftowego” najczęściej określa się cały ciąg zdarzeń z lat 1971-1975, którego faktyczny kryzys naftowy był jedynie częścią, choć częścią kluczową.

Na początku lat 70-tych produkcja ropy naftowej w Stanach zaczęła znacząco spadać. Na to nałożyło się wyjście USA z systemu Bretton Woods i zawieszenie pełnej wymienności dolara na złoto, a potem uwolnienie kursu złota względem dolara.

Inflacja i kryzys monetarny wywołały spadki na giełdach. Na gospodarkę nałożyła się geopolityka. 6 października 1973 r. koalicja państw arabskich zaatakowała Izrael. Ten konflikt przeszedł do historii jako wojna Jom Kipur, a państwo żydowskie było o włos od całkowitej klęski. Jednym z kluczowych elementów, które zadecydowały o zwycięstwie Izraela, było błyskawiczne uruchomienie dostaw broni z USA.

Państwa arabskie zrzeszone w OPEC postanowiły nałożyć embargo naftowe na USA i ich sojuszników, którzy poparli w wojnie Izrael. To w krótkim czasie wywołało czterokrotny skok cen ropy. W Stanach spowodowało to potężne niedobory ropy i racjonowanie benzyny. Pogłębiło to również spadki na giełdach. Dow Jones stracił w latach 1973-1974 45% procent swojej wartości. Giełda londyńska runęła aż o 73%, a wzrost PKB w Wielkiej Brytanii spadł z 5,1% w 1972 r. do -1,1%. Jeszcze dramatyczniej wyglądał PKB amerykański, który osunął się z wzrostu 7,2% na spadek 2,1%, podczas gdy inflacja skoczyła z 3,4% do 12,3%. Giełdy państw G7 straciły w sumie 34%. Złoto, które straciło rolę waluty, zanotowało pierwszy spektakularny wzrost kursu w historii.

W efekcie kryzysu zaczął się wzrost siły państw arabskich. Do tej pory większość zysków z handlu ropą przejmowały zachodnie korporacje. Po kryzysie więcej petrodolarów zostało w krajach produkujących ropę, które przy okazji znacjonalizowały wiele kompanii naftowych. Japonia została zmuszona do porzucenia bardziej energochłonnych gałęzi przemysłu na rzecz elektroniki. W Wielkiej Brytanii na kryzys giełdowy nałożył się krach na rynku nieruchomości. Bank Anglii musiał wykupić kilkadziesiąt małych banków hipotecznych, by uratować je przed upadkiem, na czym stracił ponad 100 mln funtów (ponad 1 mld dzisiejszych funtów).

Wychodzenie z kryzysu trwało znacznie dłużej niż sam kryzys. Giełda brytyjska osiągnęła poziom z 1973 r. w 1987 r., a amerykańska czekała aż do 1993 r. Słaby wzrost gospodarczy połączony z wysoką inflacją sprowadził na Wielką Brytanię i USA erę stagflacji, którą zakończyły dopiero neokonserwatywne reformy lat 80-tych.

W Ameryce Południowej rosnące stopy procentowe i wzrost wartości dolara w stosunku do walut narodowych wywołał Kryzys Kredytowy Ameryki Łacińskiej, gdy większość tamtejszych państw stracił zdolność do obsługi zadłużenia zagranicznego. Lata 80-te są tam znane jako „stracona dekada”, podczas której realne płace spadły w zależności od kraju 20-40%.

Czarny poniedziałek 1987 r.

Jak na kryzysy finansowe, ten był dość nietypowy, a w pamięci inwestorów zapisał się głównie gwałtownością. Lata 80-te to stopniowa odbudowa gospodarki amerykańskiej i światowej po kryzysie naftowym. Jednak na świecie nie był to wcale spokojny czas. Niemal cała dekadę trwała wojna iracko-irańska, a napięcie między USA i ZSRR rosło.

W sierpniu 1987 r. Dow Jones osiągnął rekordowe poziomy, ale potem zaczął spadać. 15 października dwa amerykańskie okręty w Zatoce Perskiej zostały ostrzelane przez irańskie rakiety. W piątek 16 października na rynkach zapanowała nerwowość, zwłaszcza, że w Londynie tego dnia musiano odwołać sesję giełdy z powodu niespotykanego huraganu, który zabił 22 osoby w Anglii i Francji i osiągał prędkość 196 km/h.

Krach rozpoczął się na rynkach Dalekiego Wschodu i wędrował na zachód w miarę otwierania kolejnych parkietów. W międzyczasie Amerykanie ostrzelali irańską platformę naftową, co naturalnie nie poprawiło sytuacji. Dow Jones stracił tego dnia 22,61%, co do dziś jest absolutnym rekordem nowojorskiej giełdy. Oryginalny Czarny Poniedziałek z 1929 r. na drugim miejscu to spadki „zaledwie” o 12,82% w ciągu dnia.

Do końca października giełdy straciły znaczącą część kapitalizacji. Najbardziej ucierpiała Nowa Zelandia, gdzie główny indeks stracił 60%, a Hong Kong i Australia zanotowały przeszło 40% spadki.

Co ciekawe kryzys ten nie wiązał się z dramatycznym osłabieniem innych gałęzi gospodarki. Stał się jednak zwiastunem recesji z przełomu lat 80-tych i 90-tych, dzięki której Bill Clinton mógł wygrać wybory swoim słynnym „Gospodarka, głupcze”.

fot. John Vachon, Flickr.com

Komentarze

Krzysztof Krzemień