Wczoraj odpadliśmy z Euro 2016 i choć szanse na rozgromienie Portugalczyków były realne i dostępne niemalże na wyciągnięcie ręki, nie mamy absolutnie żadnych powodów do wstydu. Wręcz przeciwnie! To, co działo się na stadionie w Marsylii, jasno pokazuje, że szanse były równe, a o zwycięstwie w karnych zadecydował wyłącznie los.

W tych mistrzostwach nie brakowało niespodzianek. Kilka dni temu Islandia wyeliminowała Anglię, wprawiając nas w ogromną radość. Głównie dlatego, że teoretycznie słabszy zespół dokopał teoretycznie silniejszemu. Ale nie mogliśmy także się powstrzymać od złośliwych aluzji do Brexitu.

Nasi gladiatorzy prowadzeni dumnie przez trenera Nawałkę od początku grali mocno. Wygraliśmy 1:0 z Irlandią Północną. Później, pomimo oczywistej przewagi, zremisowaliśmy z Niemcami i znów wygraliśmy 1:0, tym razem z Ukrainą. Po raz pierwszy  udało nam się wyjść z fazy grupowej, co już samo w sobie było sukcesem, ale kiedy wygraliśmy 1/8 finału ze Szwajcarią, z którą łączy nas ten szczególny rodzaj więzi, jaki może łączyć tylko człowieka zadłużonego w obcej walucie, z krajem, który tę walutę emituje, zapanowała prawdziwa euforia.

Czy warto się smucić, że się nie udało? Jasne, że trochę szkoda. I pewnie nawet nie muszę pisać tego, co za chwilę napiszę, ale napiszę to, ponieważ pierwszy raz w ciągu mojego trzydziestotrzyletniego życia, otrzymałem wspaniały, bezcenny dar, jakim jest poczucie rozpierającej dumy z reprezentacji piłkarskiej.

Po pierwsze: wycena drużyn. Według transfermarkt.de nasza drużyna warta jest 154,9 milionów euro (ale sądzę, że po wczorajszym meczu nasze notowania powinny drastycznie podskoczyć!), z czego prawie połowę stanowi sam Robert Lewandowski (75 milionów). Drużynę Portugalii wycenia się na 253,5 milionów euro, czyli mniej więcej cała nasza drużyna i jeszcze Christiano Ronaldo (110 mln).

Po drugie: Robert Lewandowski strzelił bramkę w pierwszej minucie i czterdziestej sekundzie, ustalając tym samym drugi rekord najszybciej strzelonego gola w historii Mistrzostw Europy. Co na to warty 110 milionów euro Christiano Ronaldo? Otóż w ciągu 90 minut trwania meczu oraz 30 minut dogrywki nie udało mu się strzelić bramki. Przez 31 minut był to chyba najpiękniejszy mecz w historii polskiego futbolu. Później Renato Sanches (20 mln) doprowadził do remisu i już do samego końca nikt nie był w stanie przewidzieć rezultatu.

Po trzecie: statystyki meczu są dość wyrównane, ale my posiadaliśmy piłkę dłużej! Mieliśmy ją przez 54% czasu trwania gry, a Portugalczycy zaledwie przez 46. W prawdzie w tym czasie strzałów na bramkę oddali więcej, ale oprócz jednego, żaden nie był celny. Popełniliśmy też więcej fauli! Niby to ta zła statystyka, ale jednak cieszy.

Co do tych nieszczęsnych karnych... Wszyscy wiemy, że to loteria. Na graczach ciąży olbrzymia presja. To między innymi Kuba Błaszczykowski doprowadził nas do ćwierćfinału, strzelając w poprzednich meczach dwie bramki. Incydent z karniakami powinien już dawno być zapomniany. Ja już zapomniałem i uznałem, że choć wracamy do domu, barwy biało-czerwone są niezwyciężone (bo są!). Mając taki zespół, takiego trenera i taką podbudowę moralną wierzę, że w 2018 mamy realną szansę zostać mistrzem świata.

fot. George M. Groutas, flickr.comCC BY 2.0

Komentarze

Bartosz Adamiak