5 interesujących i prostych wyliczeń dotyczących oszczędzania

Zawsze znajdzie się jakiś powód usprawiedliwiający to, że nie odkładamy pieniędzy. “Nie ma z czego”, “nie wystarczy mi na podstawowe potrzeby”, “i tak nie będę miał żadnej emerytury” - tak lub podobnie najczęściej wmawiamy sobie, że naprawdę nie jesteśmy w stanie odkładać pieniędzy. Ale może warto pokusić się o nieco inne spojrzenie na sprawę?

Spróbujmy zatem wykorzystać magię liczb. One bardzo często działają na naszą świadomość i podświadomość. Damy sobie tym samym szansę wzbudzenia w sobie realnej i racjonalnej potrzeby do tego, aby odkładać choć niewielkie kwoty. Jaki już instrument do tego wybierzemy, jest teraz mniej istotne. Chodzi przede wszystkim o to, aby nasz umysł i nasz organizm pogodził się z faktem, że od jutra wszystkich wpływających na nasze konto aktywów (tych pochodzących ze źródeł własnych, jak i obcych) nie będziemy konsumować do zera.

0 x 0 = 0

Zacznijmy od wersji mniej optymistycznej. Zero pomnożone przez zero, zawsze wskazywać będzie ten sam wynik. Mało tego, jeśli do jednego zera dodamy jedno, dwa, trzy kolejne - wynik pozostanie niezmienny. Zawsze będzie to zero środków na naszym koncie niezależnie od ich przyszłego przeznaczenia.

Umiejętność oszczędzania, pozostawiając nawet z boku inwestowanie, jest stanem umysłu, a nie techniczną możliwością. Jeśli sami wewnętrznie nie jesteśmy przekonani do tego, że gromadzić środki powinniśmy, nawet najdoskonalsze narzędzia, największe ulgi nie będą w stanie skutecznie tego procesu wesprzeć.

50 x 12 (+ 3 procentu składanego) x 30 = ?

Najprostsze założenie i najprostsza kalkulacja dotycząca oszczędzania - odkładam 50 złotych każdego miesiąca. Jak znaleźć taką kwotę w domowym budżecie? Poniżej kilka propozycji:

  • nie kupuję paczki papierosów tygodniowo
  • szukam oszczędności w abonamencie telefonicznym bądź telewizyjnym
  • na zakupy jeżdżę zawsze z przygotowaną kartką, a nie kupuję co tylko wpadnie do koszyka
  • jeśli posiadam kredyty lub niespłacone karty, szukam kredytu konsolidacyjnego

Oczywiście podobnych propozycji można znaleźć kilkadziesiąt. Wystarczy tylko spojrzeć krytycznie na miesięczny bilans swojego domowego budżetu.

Wracając więc do prostego wyliczenia - odkładanie 50 złotych miesięcznie pozwoli w 30 lat i z założeniem 3 proc. zysku (co nawet przy rekordowo niskich stopach procentowych jest realne) odłożyć ok. 26 000 złotych. Niby niewiele, ale zastanówmy się, czy w momencie przejścia na emeryturę wolelibyśmy taką kwotę mieć czy nie. Czy może chcielibyśmy swoim dzieciom w momencie osiągnięcia przez nie wieku 30 lat sprawić im niespodziankę wartą 25 000 złotych.

Oczywiście, że na wielu z nas ta kwota nie robi wrażenia. Polecamy jednak gorąco zmianę parametrów kalkulacji. Zamiast 50 złotych założenie 100, 200 albo 500, natomiast zamiast jedynie 3 proc. przyjęcie zysku na poziomie 5. I co? Zrobiło się 70 000? Więcej? Dodamy tylko, że cały czas uwzględniamy podatek Belki. A może za 30 lat nie będzie go już wcale…?

X x 0.30 = nasza przyszła emerytura

Kluczowym słowem jest w tym przypadku tzw. stopa zastąpienia. Czyli w największym uproszczeniu relacja ostatniej pensji do pierwszej emerytury. Według wyliczeń zarówno ZUS, jak i wielu mediów (rzetelne analizy przeprowadza bardzo często Dziennik Gazeta Prawna) wysokość naszej przyszłej emerytury będzie wynosić jedynie 30 proc. ostatniej otrzymanej przez nas pensji.

Sprowadza nas to do sytuacji, w której mamy dwie możliwości: albo uznamy, że jesteśmy w stanie na starość ograniczyć swoje wydatki o 70 procent (powodzenia), albo dziś, mając do dyspozycji jeszcze kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, jesteśmy w stanie ograniczyć wydatki o 10 proc. i okładać tę sumę na emeryturę. Które wyjścia wydaje się bardziej rozsądne i realne?

374/20 = 18,7

18,7 procenta. Tyle średniorocznie zyskiwało złoto w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Czy ktoś przypomina sobie podobnie atrakcyjną ofertę na lokacie bankowej? A może któryś z brokerów ubezpieczeniowych obiecywał podobną stopę zwrotu na portfelu funduszy inwestycyjnych? W ciągu ostatnich 20 lat złoto podrożało dokładnie o 374 procent, co jest całkiem niezłym wynikiem. Dodajmy także, że po drodze kosztowało jeszcze więcej (nawet 1919 dolarów za uncję), więc jeśli sprzedaliśmy kruszec w odpowiednim czasie, mogliśmy zainkasować jeszcze większy zysk.

Wyliczenie dotyczące złota nie ma na celu zachęcanie Państwa do inwestowania właśnie w najcenniejszy z kruszców za wszelką cenę. Chodzi bardziej o pokazanie sensu długoterminowego inwestowania oraz roli, jaką w tym procesie odgrywa cierpliwość i inteligencja emocjonalna. Na rynkach finansowych zarobić można zawsze. Trzeba tylko podejmować dobre, odważne decyzje i konsekwentnie trzymać się ustaleń.

X x 12 = X, czyli ile tak naprawdę powinienem oszczędzać?

Na to pytanie odpowiedzieć jest i łatwo i trudno. Z jednej strony przeprowadzenie prostych obliczeń, analiza domowego budżetu (wpływów i wydatków), odniesienie tego do 30 proc. stopy zastąpienia i wszystko będzie jasne. Gorzej, jeśli końcowa kwota na pierwszy rzut oka okaże się przerażająca.

Niezależnie od jej wysokości, analizę przeprowadzić trzeba. Znaleźć dodatkowe środki (po uprzednim znalezieniu oszczędności) również. A później po prostu podjąć decyzję o okładaniu pieniędzy.

Co zdecyduje o sukcesie? Nie to, ile zarabiamy. Ale to, czy będziemy emocjonalnie w stanie zapanować nad wydatkami oraz czy konsekwentnie będziemy przyjętą strategię realizować. Wszystko po to, aby nie skończyło się tak, jak na poniższej ilustracji…

fot. shotput, pixabay.com, CC0 Public Domain

Komentarze

Szymon Matuszyński