Bezwarunkowy dochód podstawowy – czy Polskę na to stać?

W tym roku jednym z najmodniejszych tematów związanych z polityką społeczną jest bezwarunkowy dochód podstawowy. Dziś liczę, czy Polskę w ogóle stać na płacenie jej mieszkańcom tylko za fakt istnienia.

Co to jest bezwarunkowy dochód podstawowy?

Zanim przejdziemy do wyliczeń zacznijmy od podstaw. Jeśli nie spotkaliście się jeszcze z tym terminem, wyjaśniam pokrótce. Bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP) to stała, taka sama kwota wypłacana co miesiąc każdemu mieszkańcowi kraju. Jak na razie nikt się nie zdecydował na podobny krok. Eksperyment został przeprowadzony w latach 70-tych XX w. na Alasce, a obecnie pomysł zaczynają testować Finowie.

U naszych północnych sąsiadów na razie BDP dostało 250 losowo wybranych bezrobotnych. Kolejnym elementem testów mają być losowo wybrane osoby o niskich dochodach, a następnie jakiś losowo wybrany region. Na razie władze w Helsinkach tylko obserwują, pierwsze wnioski mają się pojawić w 2019 r.

BDP jest niezależny od dochodu, wieku, stanu zdrowia i innych czynników. Otrzymuje się go od urodzenia aż do śmierci i ma zastąpić wszelkie inne świadczenia socjalne, w tym emerytury. Według zwolenników tego rozwiązania ma pozwolić każdemu człowiekowi na godne życie na bardzo podstawowej stopie. Chcesz coś więcej – zarób.

Argumenty zwolenników bezwarunkowego dochodu podstawowego

Pomysł wprowadzenia BDP wiąże się głównie z postępującą automatyzacją. Nie tylko w przemyśle, ale i w wielu innych dziedzinach pracy. Według BBC zagrożonych jest m.in. 56% miejsc pracy w transporcie i magazynowaniu, 46% w przemyśle, 44% w handlu i 37% w administracji. Większość z nich to prace dla osób o niskich kwalifikacjach, którym ciężko będzie znaleźć coś nowego lub „pójść na swoje”.

BDP miałby być finansowany m.in. z podatku od automatyzacji. Skoro roboty zabierają ludziom pracę, powinny być opodatkowane podobnie jak praca. I tak będą tańsze, bo mogą pracować 24 godziny na dobę i nie potrzebują pensji. Do zwolenników takiego rozwiązania należą również osoby znane i bogate, jak szef Facebooka Mark Zuckerberg, założyciel Microsoftu Bill Gates czy astrofizyk i filozof Stephen Hawking.

BDP ma podstawową zaletę dobrego programu socjalnego: jest prosty. Kryteria przyznawania pieniędzy są czytelne i nie podlegają ocenie urzędnika, ich wydatkowanie nie wymaga kontroli. To powoduje, że maleje prawdopodobieństwo oszustw, nagminnych przy skomplikowanych programach socjalnych. Umożliwia również znaczące odchudzenie biurokracji zajmującej się sprawami socjalnymi. W krajach o bardzo rozbudowanym systemie świadczeń socjalnych BDP mógłby wobec tego być neutralny dla budżetu lub nawet… tańszy.

Dzięki BDP ludzie będą mieli pewność podstawowego zabezpieczenia socjalnego. To może pobudzić przedsiębiorczość, bo w wypadku niepowodzenia biznesu człowiek nie zostanie bez środków do życia. Zmniejszy również stres wywołany brakiem pracy i pozwoli na lepsze dopasowanie pracy do zainteresowań, a nie jedynie potrzeb finansowych.

Ponadto transfer pieniędzy bezpośrednio do obywateli pobudzi konsumpcję, a przez to i gospodarkę. Obserwujemy to obecnie u nas jako „efekt 500+”.

Argumenty przeciwników bezwarunkowego dochodu podstawowego

Argumenty przeciwników są dość typowe i występują we wszystkich dyskusjach o programach socjalnych, co nie znaczy, że należy je ignorować.

Przede wszystkim BDP spowoduje, że wiele osób zrezygnuje z pracy, bo dochód podstawowy wystarczy na ich potrzeby. W sytuacji, gdy będę mieli pieniądze i dużo wolnego czasu, będą się szerzyły patologie, związane z nadużywaniem alkoholu czy narkotyków.

Ponadto dodatkowy wydatek budżetu państwa można sfinansować jedynie podnosząc podatki (niektóre szacunki mówią o wzroście VAT-u do 40%), co będzie karą dla osób przedsiębiorczych i pracowitych, a nagrodą dla leni i patologii. Nagradzanie ludzi za nieróbstwo kosztem pracujących jest sprzeczne z zasadą współżycia społecznego.

Alternatywą dla podnoszenia podatku jest zwiększanie zadłużenia. Nie można tego robić w nieskończoność. To oznacza, że BDP finansowały będą przyszłe pokolenia, które dodatkowo będą musiały się zmierzyć z niepokojami społecznymi po nieuniknionej likwidacji programu.

Wreszcie chybiony jest argument o pracy zabieranej przez roboty. Tych samych argumentów używali luddyści w XIX w. niszcząc maszyny fabryczne, a jednak jakoś sobie poradziliśmy i dziś nie ma problemów z pracą, choć zmieniła się struktura. Więcej osób pracuje w usługach kosztem przemysłu i rolnictwa.

Bilans wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego w Polsce

Nie będę zajmował stanowiska w tym sporze. Każdy z Czytelników musi to uczynić we własnym zakresie. Na razie jedynie policzę jaki byłby bilans takiego programu dla Polski. Przyjmuję następujące założenia:

  1. Bilans wydatków sfery publicznej biorę z raportu „Rachunek od Państwa” przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju za rok 2016. Ekstrapoluję jedynie program 500+, który w 2016 r. prowadzony był przez 9, a nie 12 miesięcy. Raport ten ma tę zaletę, że bierze pod uwagę nie tylko wydatki budżetu centralnego, ale również ZUS, KRUS, NFZ, samorządów i innych jednostek publicznych.
  2. Z tytułu przyznania BDP likwidujemy wszelkie inne świadczenia socjalne, w tym zasiłki, 500+, renty, emerytury itp. Pomijam trudności prawne we wprowadzeniu takich rozwiązań (kwestia praw nabytych). Likwidujemy również wszystkie przywileje emerytalne (sądy, mundurówka, górnicy). Pracujesz do kiedy chcesz i możesz, potem zostaje BDP jako emerytura obywatelska, uzupełniona własnymi oszczędnościami emerytalnymi.
  3. Likwidujemy w PIT kwotę wolną od podatku, bo jej rolę pełni BDP. Kwota zaoszczędzona w ten sposób to wyliczenia własne.
  4. Dla uproszczenia przyjmujemy, że wpływy podatkowe pozostają stałe (składki emerytalne i rentowe trafiają do budżetu w ramach PIT), choć zapewne zajdą tu spore zmiany, spowodowane przetasowaniami na rynku pracy i w konsumpcji. Nie sposób ich przewidzieć, więc pomijamy.
  5. Podobnie pomijamy ewentualne oszczędności związane z likwidacją KRUS, odchudzeniem kadr ZUS-u i lokalnych ośrodków pomocy społecznej.
  6. Za raportem FOR całkowite wydatki sfery publicznej przyjmuję na 767,6 mld zł, podobnie jak liczbę mieszkańców Polski w wysokości 37,974 mln. Świadomie nie wchodzę w dywagacje kto będzie miał prawo do BDP: obywatel czy mieszkaniec i jakie będą kryteria dla imigrantów/emigrantów.

Jak widać do dyspozycji mamy 282,7 mld złotych rocznie. Dzieląc to przez 37,974 mln mieszkańców otrzymujemy ok. 7 445,49 zł rocznie czyli ok. 620,46 zł miesięcznie. To jest BDP, który moglibyśmy wprowadzić „na dziś”.

Co jeśli chcielibyśmy wprowadzić BDP w wysokości dzisiejszej pensji minimalnej, czyli ok. 1,5 tys. zł? Wymagałoby to dodatkowych 401 mld zł, czyli w sumie niemal 684 mld zł rocznie! Dla porównania całoroczny przychód państwa zapisany w budżecie na 2017 r. wynosi 325,4 mld zł.

Jak widać obecnie nie stać nas na wprowadzenie BDP, który faktycznie zaspokajałby podstawowe potrzeby mieszkańców. Choć dla gospodarstw domowych osób w wieku produkcyjnym nawet 620 zł miesięcznie byłoby znaczącą pomocą, to jednak obniżenie rent i emerytur do takiego poziomu jest kompletnie nierealne. Tymczasem bez likwidacji rent i emerytur BDP mógłby wynieść zaledwie ok. 180 zł miesięcznie. Chęć wprowadzenia faktycznego BDP wiązałaby się z koniecznością zapewnienia ponad dwukrotnie większych dochodów budżetu centralnego, niż ma to miejsce w tej chwili.

fot. Pexels, pixabay.com, CC0

Komentarze

Krzysztof Krzemień