Co z tą gospodarką?

Z wielkim trudem, ale w końcu udało się nam opanować hurraoptymizm po ostatniej publikacji danych odnośnie do PKB. Miodu dolała jeszcze co prawda agencja Moody’s, podnosząc prognozy wzrostu gospodarczego, więc naprawdę łatwo nie było. Wszystko to sprowadza nas więc do wniosku, że w Polsce, biorąc pod uwagę różne czynniki, jeszcze nigdy nie było tak dobrze.

I to rzeczywiście prawda. Z punktu widzenia przeciętnego Polaka, niezależnie do tego, po której stronie politycznej barykady stoi (swoją drogą szkoda, że po którejś przeważnie stać musi), żyjemy w przepięknych czasach. Bezrobocie ledwo zauważalne, konsumpcyjny dobrobyt jakiego świat nie widział. Kupujemy na potęgę, bogacimy się, zarabiamy coraz więcej. Mało tego, coraz częściej dochodzimy do wniosku, że pieniądze można odkładać, inwestować i oszczędzać. Innymi słowy - żyć, nie umierać.

Lepiej być nie może?

Ów dobrobyt widać w danych dotyczących gospodarczego wzrostu. Jako kraj mamy się całkiem nieźle, jakoś rządy Prawa i Sprawiedliwości gospodarki nie zrujnowały. Choć w tym momencie należy również podkreślić, że jeszcze przed objęciem rządów przez Beatę Szydło, kraj również nie znajdował się w ruinie. Miał się całkiem nieźle, szczególnie jeśli cofniemy się o kilka lat i przypomnimy czas wielkiego kryzysu finansowego.

Całkiem przyzwoicie, żeby nie powiedzieć dobrze, wypadamy na tle innych europejskich krajów, będąc znacznie powyżej unijnej średniej.

Czy mamy zatem jakiekolwiek powody do niepokoju? Czy jest coś, co jako kraj moglibyśmy robić lepiej teraz, wykorzystując gospodarczą koniunkturę? I na pierwsze i na drugie pytanie odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak.

Czerwona lampka cały czas się pali

To, co powinno nas przynajmniej zastanawiać, to sama struktura gospodarczego wzrostu, który napędzany jest przede wszystkim przez konsumpcję. Wciąż nie tak jak powinien i nie tak jak oczekiwali tego analitycy, nie funkcjonuje jeden z podstawowych fundamentów zdrowego wzrostu gospodarczego, jakim są inwestycje. One, choć drgnęły o 0,8%, wciąż nie osiągnęły poziomu, który wskazywał rynkowy konsensus (2,5%). Oczywiście nie chodzi o to, żeby narzekać, jeśli nie ma do tego realnych powodów. Jednak na dane dotyczące PKB nie wolno patrzeć tylko krótkowzrocznie. Konieczne jest wybiegnięcie w przyszłość. I w tym przypadku to właśnie nakłady inwestycyjne są o wiele bardziej istotne, niż bieżąca, nawet osiągająca zadziwiające poziomy konsumpcja.

Goldsaver.pl

 

Czy coś możemy dziś robić lepiej? Oczywiście, całe mnóstwo rzeczy. Ale zestawiając to pytanie z tym, postawionym wcześniej, dochodzimy do kluczowej sprawy zarówno dla tak często wspominanego przez Miniastra Morawskiego zrównoważonego rozwoju, jak i stabilnego, odpowiednio stymulowanego budżetu i znajdujących się pod kontrolą finansów publicznych.

Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że “wykonanie budżetu od lat nie było tak dobre, a wpływy do niego tak wysokie”. Owszem, zgadza się. Znów jednak poruszamy się w rzeczywistości “tu i teraz”. A czy ktoś myśli o przyszłości w średnim i dłuższym terminie?

“Carpe diem” to droga donikąd

Z gospodarkami przeważnie jest tak, że kiedy sprzyja im koniunktura, rządzący poszczególnymi krajami nakręcają wydatki. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce - 500 + i obniżenie wieku emerytalnego to tylko niektóre z gigantycznych obciążeń, jakie nasz budżet musi i jeszcze przez jakiś czas będzie musiał wytrzymać.

Z drugiej strony w czasach finansowych kryzysów zaciskamy pasa, bo tak naprawdę nie mamy innego wyjścia. Prawda jest jednak taka, że powinno być dokładnie odwrotnie. A może przynajmniej w ten sposób, że wobec rosnących potrzeb różnych sektorów i grup społecznych, budżet Państwa może w pewnych sferach pozwolić sobie na zwiększenie wydatków (500 + w czasach kryzysu dla ludzi, którzy masowo tracą pracę, to byłoby dopiero coś!), ponieważ w czasach znakomitej koniunktury zaoszczędził i przygotował budżet Państwa na ciężkie czasy.

Takie postępowanie wymagałoby jednak ponadpartyjnego i ponad jedno czy dwukadencyjnego myślenia o gospodarce, polityce i sprawach społecznych. A jak wiadomo, prędzej natrafimy w kosmosie na inne formy życia, niż coś takiego będzie miało w Polsce miejsce.

fot. Kancelaria Premiera, flickr.com, Public Domain

Komentarze

Szymon Matuszyński