Emerytalne szaleństwo

Emerytury i działalność Zakładu Ubezpieczeń Społecznych od lat rozbudzają emocje, które często trudne są do opanowania. Nic w tym dziwnego, wszak emerytalna przyszłość wielu z nas stoi obecnie pod dużym znakiem zapytania. I jak widać, niewiele się w tej kwestii zmieni.

Z przeprowadzonego na początku tego roku badania i przygotowanego przez przez Instytut Badań Strukturalnych (IBS) raportu “Starzenie się ludności, rynek pracy i finanse publiczne w Polsce" wynika, że sytuacja nie przedstawia się optymistycznie, a kolejne reformy systemowi emerytalnemu nie pomagają.

Co jest niemal pewne, to że świadczenia emerytalne będą niższe dla wszystkich. Ale oczywiście w zależności od tego, jakiej grupy dotyczą, ich wartość będzie zróżnicowana. Wszystko wynika oczywiście z dwóch podstawowych parametrów: tego, ile zarabiamy oraz jak długo pracujemy.

Dla przykładu osoby zarabiające dziś kwotę w okolicach średniej krajowej (ok. 4 tys. zł) przy wieku emerytalnym na poziomie 67 lat mogłyby liczyć na świadczenie stanowiące ok. 30 proc. swojej ostatniej płacy, co i tak nie jest przecież interesującą perspektywą. Pamiętajmy jednak, że na razie wiek emerytalny jest obniżany. A to w praktyce oznacza, że wartość otrzymywanych emerytur spaść może do wysokości świadczenia minimalnego - czyli ok tysiąca złotych.

(Procent emerytów, których emerytura nie przekroczy minimalnej, źródło: “Raport - Starzenie się ludności, rynek pracy i finanse publiczne w Polsce” - IBS)

Kością niezgody jest w tym przypadku wspomniany wcześniej temat wieku emerytalnego, czyli dokładnego określenia momentu, w którym Polacy mają przechodzić na emeryturę.

Biorąc pod uwagę czysto techniczne, i wyrażone we wskaźnikach obliczenia, oraz dostępne dane, nie ulega wątpliwości, że wszyscy powinniśmy pracować jak najdłużej. I nie jest to wymysł czy kaprys tej czy innej ekipy rządzącej, a efekt zmian zachodzących w otaczających nas warunkach, oraz zaniedbań w kwestii reformowaniu systemu emerytalnego od bardzo wielu lat.

Ale jest i druga strona medalu, w której ciężko podobne przepisy stosować z zachowaniem konstytucyjnej zasady równości. Nie jest możliwe, aby przedstawiciele wszystkich profesji pracowali do 67 roku życia. Pomińmy w tym przypadku zawody, które nie budzą jakichkolwiek wątpliwości (wojsko, służby specjalne, górnicy czy inne zawody, w których siła i odporność fizyczna jest kompetencją kluczową). Wiele jest takich zawodów, w których wiek ma również znaczenie, a o ich istnieniu często wydajemy się zapominać. Przykładem są choćby artyści - muzycy, aktorzy, o przedstawicielach baletu nie wspominając. I o ile w przypadku aktorów wiek często jest czynnikiem branym pod uwagę przy dopasowywaniu ról, to już gorzej sytuacja przedstawia się jeśli chodzi o grających w orkiestrach muzyków (granie na tubie czy puzonie jest oczywistym wysiłkiem, podobnie jak na oboju, który tylko pozornie jest lekkim, łatwym i przyjemnym w użyciu instrumentem). Balet jest tematem osobnym - wyobrażenie fruwających pod sufitem baletnic będących grubo po 60-tce, przekracza nawet granice pozostającego w dobrym tonie humoru.

Niestety, Polacy kompletnie nie mają szczęścia do systemu emerytalnego i do wprowadzanych w nim zmian. Szczególnie dwie ostatnie reformy budzą wiele zastrzeżeń, choć i w jednym i drugim przypadku wiele było rzeczy ważnych i potrzebnych.

W odniesieniu do procesu wydłużania wieku emerytalnego zawiodła kompletnie komunikacja. Rząd nie pokusił się o położenie większego nacisku na edukację społeczeństwa, dialog, znalezienie kompromisowych rozwiązań szczególnie dla tych grup, dla których podwyższenie wieku emerytalnego oznaczało często wysiłek ponad zdrowy rozsądek i nierzadko fizyczne możliwości.

Ale i obecnie rządząca ekipa popełnia podobne błędy, choć przecież sprawa dotyczy teoretycznie bardziej przyjaznego w komunikacji do społeczeństwa tematu - obniżenia emerytalnego wieku. Mając świadomość, że proces ten jest potężnym obciążeniem dla państwowej kasy, rząd zaczyna szukać sposobów, które miałyby zachęcić przyszłych emerytów, aby na emerytury jednak… nie przechodzili i dłużej pozostawali na rynku pracy. Jednak pojawiające się koncepcje - jak choćby pomysł wypłacania dodatkowych środków osobom wchodzącym w wiek emerytalny, budzi ogromne kontrowersje, czyniąc przy tym całą reformę niespójną i mało wiarygodną.

Jeśli już decydujemy się wiek emerytalny obniżać, powinniśmy postawić na procesowe zwiększanie świadomości w celu przekonania jak największej grupy ludzi, że pracować jednak warto. Ale znów przekaz ten należy odpowiednio targetować, a nie wrzucać do jednego koszyka wszystkie zawody i profesje.

Inaczej przecież do kwestii pracy w wieku 67 lat podchodzić będzie górnik, inaczej profesor nauk zwyczajnych, a jeszcze inaczej dziennikarz. Diametralnie inne jest też zapotrzebowanie na rynku pracy, a dziś przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie ono będzie za lat 10, 20 czy 30.

Oczywiście innym tematem jest zbilansowanie tego procesu i znalezienie źródeł finansowania całego przedsięwzięcia. To prawda - chwilowo o kryzysie demograficznym zapomnieliśmy. Wszystko przez znakomity efekt programu 500 + i najlepsze od lat otwarcie roku pod względem liczby nowo narodzonych dzieci. Za wcześnie jednak aby mówić o stałym trendzie i zażegnaniu palącego się problemu, a reforma systemu emerytalnego i tak pochłaniać będzie corocznie dziesiątki miliardów złotych.

Czy zatem doczekamy zakrojonej na szeroką skalę i ujętej w długim terminie wizji zmian w państwowym systemie emerytalnym, który wszystkim emerytom będzie pozwalał godnie żyć? Niestety trudno w tym przypadku być optymistą. Chyba lepiej nie zawierzać politykom i samemu przejąć stery. Tylko wtedy będziemy mieli pewność, że po osiągnięciu wieku emerytalnego, niezależnie od tego, jaka będzie wtedy jego granica, stać nas będzie na utrzymanie odpowiedniego poziomu życia.

fot. Bennilover, flickr.comCC BY-ND 2.0

Komentarze

Szymon Matuszyński