Koniec opłat roamingowych w UE? A miało być tak pięknie…

Po latach targów i wielokrotnego przekładania, od 15 czerwca w ramach Unii Europejskiej miały zostać zniesione opłaty roamingowe. Tyle że nie dotyczy to większości polskich klientów. Krajowe telekomy w mniejszym lub większym stopniu lekceważą przepisy unijne.

"15 czerwca 2017 r. wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2120 z 25 listopada 2015 r. ustanawiające środki dotyczące dostępu do otwartego internetu oraz zmieniające dyrektywę 2002/22/WE w sprawie usługi powszechnej i związanych z sieciami i usługami łączności elektronicznej praw użytkowników, a także rozporządzenie (UE) nr 531/2012 w sprawie roamingu w publicznych sieciach łączności ruchomej wewnątrz Unii, które wprowadza zasadę „roam like at home” oraz szczegółowe zasady dotyczące opłat za usługi telekomunikacyjne w UE."

Tym przydługim zdaniem Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) ogłasza nadejście nowej ery w europejskiej telekomunikacji. Idea nowych przepisów jest jasna. Każdy obywatel UE ma prawo korzystać z oferty telefonii komórkowej na takich samych zasadach jak w kraju, w którym nabył kartę SIM. UE zgodziła się na pewne ograniczenia, by wyeliminować sytuację, gdy mieszkaniec Pragi jedzie do Kudowy Zdrój, kupuje polski abonament i cały rok korzysta z niego w Czechach.

Na marginesie, takie ograniczenie łamie unijną zasadę swobody przepływu usług, ale w niej od lat jest tyle wyjątków, że istnieje jedynie teoretycznie.
15 maja telekomy miały obowiązek dostarczyć do krajowych regulatorów nowe cenniki, uwzględniające zasadę "roam like at home". Tyle że polscy operatorzy ani myślą pozwolić nam, by "podczas włóczęgi było jak w domu". Jak to wygląda w przypadków umów osób fizycznych z krajowymi telefoniami?

Orange: pogadamy, ale trzeba ograniczyć internet

Do przepisów unijnych najbardziej zbliżone są taryfy Orange, co jest miłym zaskoczeniem, bo sieć ta nie ma najlepszej opinii u polskich klientów, i co roku więcej klientów od niej ucieka, niż się do niej przenosi. W pomarańczowej sieci wszystkie połączenia, SMS-y i MMS-y w ramach Strefy 1 (UE + EOG, czyli Norwegia, Islandia i Lichtenstein) traktowane są jak wykonywane w kraju. Czyli jeśli masz nielimitowane połączenia w kraju, nielimitowane są też w UE. Jeśli masz limit 500 minut, to każda minuta wykonywanego (nie odbieranego!) połączenia wlicza się do limitu.

Nieco gorzej wygląda sprawa z transmisją danych. Klienci otrzymują pakiet od 1 do 8 GB na okres rozliczeniowy, w zależności od taryfy (w większości 1-4 GB). Po przekroczeniu limitu będzie trzeba zapłacić 0,04 zł za MB danych. To oznacza, że aktualizacje aplikacji, wideo i Instagrama/Snapchat lepiej zostawić na połączenia z WiFi, ale wystarczy na sprawdzenie maila, wiadomości, komunikatora mobilnego, Facebooka/Twittera i znalezienie dobrej restauracji w okolicy.

T-Mobile: darmowe minuty, płatne megabajty

W T-Mobile nowe cenniki obejmują dość duże pakiety darmowych minut i SMS-ów w Strefie 1. W przeciwieństwie do Orange limity są roczne (nie na okres rozliczeniowy). Powinny jednak wystarczyć osobom, które za granicę jeżdżą okazjonalnie, bo wynoszą od 500 do 1500 minut. Do tego 500 szt. SMS-ów. Po przekroczeniu tych progów zapłacimy 16-29 gr. za minutę połączenia wykonywanego, 5-9 gr. za minutę odebranego oraz 9 gr. za SMS-a (nieco mniej w najdroższych taryfach).

Nie poszalejemy z transmisją danych. Co prawda ceny mocno spadają w stosunku do obecnych, ale 9 gr. za 1 MB spowoduje, że większość klientów zostawi sobie internet w telefonie na sytuacje awaryjne.

Play: roaming w cenie tylko dla wybranych

Play nie chwali się specjalnie nowymi cenami. Można je znaleźć nie na stronie operatora, a na "Blogu rzecznika", na który nie tak łatwo trafić. Tam też ich specjalnie nie eksponują, ale to nic dziwnego.

Większość klientów Play otrzyma jedynie pakiet darmowych minut w połączeniach przychodzących w Strefie 1, od 50 do 700 na rok, w zależności od taryfy. Po wykorzystaniu limitu cena wyniesie 5 gr. za min.

Znacznie gorzej wygląda sytuacja z połączeniami wychodzącymi, SMS-ami, MMS-ami i internetem. Tutaj niewielkie roczne pakiety znajdziemy tylko w najdroższych abonamentach dla osób fizycznych. Większość zapłaci 19-29 gr. za min. połączenia wychodzącego (po wykorzystaniu pakietu w droższych abonamentach będzie to 16 gr.), 9 gr. za SMS-a (po wykorzystaniu pakietu w droższych abonamentach 5 gr.) i 9 gr. za 1 MB danych (po wykorzystaniu pakietu w droższych abonamentach 4 gr.).

Plus: jaki roaming?

Plus odczytał rozporządzenie unijne bardzo dosłownie: zrównuje ceny usług roamingowych z tymi w kraju, ale nie ma mowy o wykorzystywaniu ich w ramach abonamentu. Jedynie połączenia przychodzące objęte będą rocznym pakietem darmowych 300 min.

Co więcej nawet te dodatkowo płatne usługi będą znacznie droższe niż u konkurencji. Minuta odebranego połączenia (ponad pakiet) to standardowe 5 gr. za min., ale już połączenia wychodzące to koszt 29-49 gr./min. (w zależności od taryfy), SMS-y 20 gr., a za 1 MB danych zapłacimy aż 19 gr.

Czy są szanse na zmianę?

W cytowanym na początku artykułu komunikacie prezes UKE w dość ostrych słowach krytykuje nowe cenniki:

"Wszyscy operatorzy powinni dostosować swoje oferty roamingowe do obowiązujących przepisów prawa, mówiących o przełożeniu ofert krajowych na połączenia na terenie państw Unii, z uwzględnieniem darmowych limitów minutowych, SMS i MMS oraz usług nielimitowanych przyznanych w kraju, podczas podróży zagranicznych na obszarze UE."

A następnie jednoznacznie informuje co grozi nieposłusznym:

"W przypadku stwierdzenia naruszenia przez operatorów obowiązków określonych w rozporządzeniu, Prezes UKE zażąda natychmiastowego zaprzestania takiego naruszenia oraz podejmie wszelkie konieczne działania wynikające z obowiązujących przepisów, włącznie z możliwością nałożenia kar pieniężnych."

Problem jednak jest głębszy, a u jego źródeł leżą hurtowe stawki, czyli ceny, po jakich firmy telekomunikacyjne rozliczają się między sobą. W tym roku będzie to 1 eurocent za SMS, 3,2 eurocenta za minutę rozmowy i aż 7,7€ za 1 GB danych (ok. 0,7 eurocenta za MB). To stawka, jaką nasz operator płaci zagranicznemu operatorowi, gdy używamy jego infrastruktury.

O utrzymanie jak najwyższych cen walczą kraje turystyczne południa Europy. To ich infrastrukturę obciążają "roamingowi turyści". Z kolei północ (w tym Polska) chciałaby jak najszybszego zbicia stawek, by ich firmy nie musiały wysyłać za granicę tych opłat.

To nie przypadek, że najlepsze warunki zaoferowały Orange i T-Mobile, czyli trybiki w ogólnoeuropejskich koncernach telekomunikacyjnych. Część opłat hurtowych popłynie po prostu do zagranicznych oddziałów firmy, a więc koszty całego holdingu są niższe. Z kolei Plus (należący do Cyfrowego Polsatu) i Play (koprodukcja grecko-islandzka z właścicielami spoza branży) nie mają szans na odrobienie roamingowych strat.

W Polsce warunki i cenniki usług komórkowych należą do najlepszych w Europie. Wyprzedzamy nie tylko znacznie droższe pod każdym względem kraje Europy Zachodniej, ale także zbliżone do nas poziomem rozwoju kraje, jak Czechy. W tej sytuacji płacenie "europejskich" stawek hurtowych stanowi dla polskich operatorów twardy orzech do zgryzienia.

Naturalnie nie ma co żałować telekomów. To potężne biznesy z miliardami złotych przychodu (Orange SA w raporcie za 2016 r. podało, że ich przychód wyniósł 11,5 mld zł). Mają jednak swoje argumenty, co znaczy, że batalia z Prezesem UKE może trochę potrwać. Na razie przed włączeniem transmisji danych za granicą należy dokładnie sprawdzić warunki w swojej taryfie.

fot. rawpixel, pixabay.com, CC0

Komentarze

Krzysztof Krzemień