Prezes NBP: inwestycje w nieruchomości nie zawsze są tak bezpieczne jak złoto

Polskie REIT-y mają wejść w życie w przyszłym roku. Trwa dyskusja na ten temat. - Słowo "nieruchomości" większości osób kojarzy się tak samo atrakcyjnie jak słowo "złoto". Ale to nie zawsze równie bezpieczna inwestycja - mówi prezes Narodowego Banku Polskiego.

Pierwsze informacje o tzw. polskich REIT-ach pojawiły się w zaprezentowanym rok temu przez Ministerstwo Rozwoju Programie Budowy Kapitału. Polskim odpowiednikiem funduszy typu Real Estate Investment Trust mają być Publiczne Fundusze Nieruchomości.

Zgodnie zapowiedziami rządu, umożliwią one dostęp polskim inwestorom indywidualnym oraz instytucjonalnym do korzyści wynikających z inwestycji na rynku nieruchomości, przy zachowaniu wysokiej płynności inwestycji.

- Fundusze te w formie specjalnych spółek akcyjnych notowanych na GPW w Warszawie inwestowałyby w nieruchomości mieszkaniowe i komercyjne przynoszące stały dochód. PFN korzystałyby ze zwolnienia z podatku dochodowego od osób prawnych na poziomie spółki akcyjnej - tłumaczyli wówczas przedstawiciele resortu rozwoju.

Od tamtego czasu toczą się prace nad ustawą w sprawie polskich REIT-ów. Pod koniec maja bieżącego roku Ministerstwo Finansów opublikowało projekt nowej ustawy o spółkach rynku wynajmu nieruchomości. Zgodnie z zapowiedziami resortu, przepisy wejdą w życie od 2018 roku.

Jak proponuje Ministerstwo Finansów, REIT-em będzie mogła zostać spółka akcyjna, zarejestrowana na terenie Polski, o początkowym kapitale zakładowym w wysokości minimum 50 mln złotych. REIT będzie musiał wypłacać akcjonariuszom co najmniej 90 procent zysku, a dywidendy mają być zwolnione z tzw. podatku Belki (zarówno w przypadku osób fizycznych, jak i prawnych). Z kolei dochody REIT-ów, niepomniejszone o odpisy amortyzacyjne dokonywane od wynajmowanych nieruchomości, mają być opodatkowane stawką w wysokości 8,5 procent.

Goldsaver.pl

 

Prezes NBP: nieruchomości kojarzą się tak dobrze jak złoto

Krytycznie o pomyśle uruchomienia polskich REIT-ów wypowiedział się niedawno Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, który przesłał w tej sprawie pismo do Ministerstwa Finansów.

- REIT-y same w sobie są dobre, wzbogacają rynek kapitałowy, pozwalają mobilizować środki i inwestować z dobrym skutkiem w pewne dziedziny. Ale nie ma rzeczy absolutnie doskonałych. Cały problem leży w szczegółach - kiedy, jak itp. Wskazujemy na moment szczególnie delikatny, w którym one miałyby wejść w życie. Są bardzo niskie stopy procentowe, więc właściciele depozytów w bankach, nawet ci drobni ciułacze, szukają atrakcyjniejszych lokat. Istnieje w tej sytuacji zagrożenie, że mogą pojawić się jakieś iluzje o lepszych przychodach z bezpiecznych lokat. Tego się boimy po doświadczeniach m.in. z Amber Gold - mówił Adam Glapiński po lipcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej.

Glapiński tłumaczył, że słowo "nieruchomości" dla przeciętnego zjadacza chleba ma taki sam błysk i atrakcyjność jak słowo "złoto".

- Zapala się wtedy światełko, że to coś bezpiecznego, bo inwestycje w nieruchomości kojarzą się z bezpieczeństwem. Ale nie zawsze i nie w każdej sytuacji tak jest. A w szczególności, gdy inwestuje się w udziały spółek, które obracają się na rynku nieruchomości. My chcemy wprowadzić różne "bezpieczniki", które spowodują, że ci, którzy będą chcieli podjąć ryzyko, to je podejmą, ale z pełną świadomością - wyjaśniał prezes NBP.

REIT-y to nic nowego?

Tymczasem znawcy rynku tłumaczą, że mechanizmy pozwalające na inwestowanie w nieruchomości bez olbrzymich środków własnych już w Polsce istnieją.

Rynek nieruchomości pozwala na bardzo atrakcyjne lokowanie kapitału, również teraz, kiedy jeszcze kwestia REIT-ów pozostaje nieuregulowana. Oferuje wiele możliwości, które łatwo dopasować do indywidualnego poziomu akceptowalnego ryzyka. To może być wynajem, na którym najczęściej zarabiają REIT-y, ale też działalność deweloperska czy sprzedaż mieszkań w odnawianych kamienicach. Potencjalne zyski są zazwyczaj wyższe niż w przypadku instrumentów oferowanych przez banki lub fundusze inwestycyjne, które charakteryzuje podobny stopień bezpieczeństwa – wyjaśnia Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy oferującej grupowe inwestowanie w nieruchomości.

Eksperci podkreślają, że błędne jest popularne przekonanie o wysokim progu wejścia, bo na polskim rynku z powodzeniem funkcjonują firmy, które pozwalają na kolektywne inwestowanie w nieruchomości. Dodają, że nie trzeba być bogaczem, by zainwestować w nieruchomość wartą kilka czy nawet kilkanaście milionów złotych.

fot. Izq19840715, pixabay.com, CC0

Komentarze

Tomasz Matejuk