Samopublikowanie

Nietrudno zostać dziś ekspertem w jakiejś dziedzinie. Dostęp do informacji jest niemal nieograniczony. To, co stanowi problem to czas, który – jak wiemy – jest pieniądzem. Można zatem zainwestować swój czas w zgromadzenie i uporządkowanie wiedzy z jakiejś dziedziny po to, by później sprzedać ją innym.

Samopublikowanie (ang. self-publishing) to nic innego, jak opublikowanie książki swoim nakładem. Można to zrobić na kilka sposobów i w różnej skali. Istnieją książki samopublikowane, które w żaden sposób nie różnią się od wydawnictw tradycyjnych. Ale są także książki publikowane w formie prostych e-booków, w których największą wartość przedstawia treść znajdująca się wewnątrz.

W taki sposób publikował np. Andy Weir, autor Marsjanina. Książka stała się bestsellerem i została zekranizowana w  ubiegłym roku. Weir jako typowy geek zaczynał od publikowania swojej powieści w odcinkach na blogu. Dla wygody czytelników, sprowadził całość do postaci e-booka, którego udostępnił za darmo na swojej stronie. Kolejni czytelnicy prosili o umieszczenie w Kindle Store, ponieważ nie mogli sobie poradzić z kopiowaniem e-booka do swojego czytnika. A ponieważ w Kindle Store należało coś wpisać w rubryce „cena”...

Self-publishing w Polsce

Self-publishing na świecie rozpowszechnił się za sprawą Amazona, który jako pierwszy, na masową skalę, umożliwił sprzedaż samopublikowanych książek (główne e-booków) na jednej platformie. Prawdziwy boom miał miejsce w pierwszej dekadzie XXI stulecia, jednak do Polski trend dotarł z pewnym opóźnieniem i obecnie wciąż funkcjonuje w formie embrionalnej. Warto jednak podkreślić, że ciężar inicjatywy spoczywa tu raczej na autorach, niż na rozwiązaniach technologicznych, których obecnie w Polsce nie ma zbyt wielu. Sprzedaż własnych e-booków umożliwiają m.in. ebookpoint.pl (grupa Helion), rw2010.pl, beezar.pl oraz od niedawna ridero.pl, którego plusem jest szeroka sieć dystrybucji – Ridero nie posiada własnej platformy e-commerce, ale opublikowane tam e-booki trafiają m.in. do Publio.pl, Gandalf.com.pl, Ravelo.pl, Legimi.com, Zinamon.pl i innych.

Osobną kwestią jest samopublikowanie na papierze. Wymaga on znacznie większych nakładów finansowych, choć podobnie jak w przypadku e-booka, rozpiętość ewentualnych kosztów jest duża. Dziś druk nie jest już tak niedostępny jak dawniej. Istnieje także wiele możliwości pozyskania finansowania ze źródeł zewnętrznych (crowdfunding, platformy typu wspieram.to, sponsoring etc.). Koszt uzależniony jest od wielu czynników takich jak nakład czy parametry druku. Cyfrodruk umożliwia zamówienie niewielkich nakładów, w zasadzie już od jednej sztuki. Im większy nakład, tym koszt jednostkowy mniejszy. Do tego należy doliczyć także korektę, skład i oprawę graficzną, które mają decydujące znaczenie dla marketingu. Tak... autor samopublikujący, musi także sam się promować.

O ile sprzedaż e-booków za pośrednictwem platform internetowych, jest obudowana mechanizmami umożliwiającymi łatwe rozliczenie się z fiskusem bez konieczności zakładania działalności gospodarczej (zwykle dostajemy po prostu PIT), o tyle drukowanie książek na papierze praktycznie zawsze łączy się z koniecznością założenia firmy i bycia wydawcą.

Historie sukcesu

Jeżeli sięgniemy do tematu głębiej, z łatwością znajdziemy wielu zagranicznych autorów, którzy odnieśli wielki sukces dzięki samopublikowaniu. Poza wspomnianym Weirem, wymienić można także Amandę Hocking (obecnie wydawaną także w Polsce), Hugh Howey`a, Lisę Genovę czy E.L. James (ta od 50 twarzy Greya). W większości są to osoby nam nieznane, ponieważ funkcjonują głównie na rynku anglojęzycznym. Ten z natury rzeczy jest ogromny, gdyż język angielski należy do ścisłej czołówki światowych języków. Pisząc po polsku ograniczamy liczbę potencjalnych odbiorców maksymalnie do ok. 38 milionów. A uwzględniając poziom czytelnictwa w Polsce i popularność e-booków, okazuje się, że stoi przed nami zadanie niemożliwe do realizacji.

Oglądaj na Mysaver TV

Nie jest tak źle! Wszystko zależy od kilku czynników takich jak dobór tematyki, ilość zainwestowanych pieniędzy, obeznanie z rynkiem, umiejętności promocji etc. Pozorna łatwość wydania książki przyciąga wielu ludzi, którzy chcą podążać na skróty, co zazwyczaj kończy się dla nich źle. Ale są także i tacy, na których można się wzorować.

Tomek Tomczyk – znany dawniej jako Kominek. Ten człowiek ewidentnie ma nosa do pieniędzy, co widać po jego licznych zmianach kursu. Zaczynał skromnie, bo od pisania o sprawach damsko-męskich. Później lawirował pomiędzy lifestyle`m a wiedzą ekspercką o social media. Wydał trzy książki o blogowaniu i social media oraz jedną o motywacji (Thorn). I odniósł w tym spory sukces.

Alex Barszczewski – autor bestsellera Sukces w relacjach międzyludzkich. Książka jak i sam autor, wpisują się w modny trend coachingu i rozwoju osobistego (podobnie jak Thorn Kominka), co powinno dać do myślenia wszystkim tym, którzy o samopublikowaniu myślą. Prawa rynkowe obowiązują każdego.

Jacek Borowiak – autor książki Emerytura nie jest ci potrzebna. Ukazała się ona we współpracy z serwisem Rozpisani.pl, należącym do grupy PWN. W ścisłym znaczeniu jest to bardziej vanity press, czyli wydawnictwo współfinansowane (część pieniędzy zebrane na wspieram.to), jednak widać, że w połączeniu z dobrym pomysłem i wysokim poziomem merytorycznym, przyniosło bardzo dobry efekt. Książka sprzedała się w wielotysięcznych nakładach (papier + e-booki).

Krzysztof Gonciarz – kolejny bloger, choć tym razem bardziej video-bloger. Sam określa siebie jako „tech-lifestyle-geeka”. Autor książek Wybuchające beczki: zrozumieć gry wideo, WebShows: sekrety Wideo w internecie oraz anglojęzycznej U Mad? The Internet`s Guide to Idiots poświęconej tematyce tzw. „hejtu”.

Powyższe przykłady pokazują, że zdecydowanie większe szanse na sukces mają ludzie sięgający po literaturę faktu czy poradniki. Czynnikiem mającym ogromny wpływ, jest także rozpoznawalność nazwiska/brandu oraz budowana latami społeczność (Kominek, Krzysztof Gonciarz, Andy Weir), która ułatwi start.

Samopublikowanie wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy od pewnego czasu funkcjonują jako bloger-ekspert i chcą zmonetyzować zgromadzony potencjał inaczej, niż poprzez reklamę internetową. Niedojrzałość rynku mimo wszystko w tym przypadku przemawia na korzyść. Perspektywy są dobre dla tych, którzy rzeczywiście mają coś wartościowego do zaoferowania i wiedzą, jak to zrobić.

fot. pixabay.com

Komentarze

Lord Skąpiec