Czy Unia Europejska pozwala bankom sięgać po nasze pieniądze?

Znów w mediach robi się głośno o niesławnej dyrektywie BRRD, zgodnie z którą banki będą mogły bez problemów ratować się naszymi pieniędzmi. Temat jest nośny i media chętnie go puszczają dalej. Rzecz w tym, iż mało kto zadaje sobie trud, by przebrnąć przez dokument. My to zrobiliśmy.

„Bank będzie mógł zabrać ci pieniądze” – alarmuje Fakt. W mediach społecznościowych wrze. Trudno jednak orzec, czy autor linkowanego tekstu zadał sobie trud przeczytania dyrektywy, która zgodnie z brukselską manierą tworzenia stosów niepotrzebnych dokumentów liczy sobie 159 stron drobnym maczkiem (w wersji polskiej), w tym 23 strony kompletnie zbędnej preambuły.

Pod tajemniczym skrótem BRRD ukrywa się Bank Recovery and Resolution Directive, czyli „Dyrektywa działań naprawczych oraz restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków” (angielskie słowo „Resolution” zostało przełożone w oficjalnym tłumaczeniu na polski jako „restrukturyzacja i uporządkowana likwidacja”). Nie jest to akt nowy, bo uchwalony został 15 maja 2014 r., a obowiązywać zaczął 1 stycznia 2015 r, czyli grubo ponad rok temu.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć czym jest dyrektywa. To akt prawny, który nie wchodzi bezpośrednio do prawodawstwa krajów unijnych. Zamiast tego wyznacza ramy i minima, do których trzeba dostosować prawodawstwo krajowe, choć można pójść dalej. Np. Dyrektywa w sprawie systemów gwarancji depozytów wyznacza 100 tys. euro jako minimalną gwarantowaną kwotę depozytów, ale poszczególne kraje mogą u siebie jeszcze tę kwotę podnieść. Jeśli jednak kraj unijny nie dostosuje swojego prawodawstwa do dyrektywy, to we wszystkich sporach ma ona pierwszeństwo przed krajowym ustawodawstwem. W tej sytuacji nie ma większego znaczenia czy Polska tę dyrektywę wdrożyła czy nie, bo już u nas obowiązuje. A brak aktów wykonawczych może zaszkodzić nam bardziej niż uporczywe jej ignorowanie.

Wróćmy jednak do kwestii samej BRRD. Jak już wspomniałem jest akt ogromny i przepełniony szczegółowym opisem procedur i technikaliami. Nie można go jednak analizować w oderwaniu od innych kwestii. Dyrektywa to tylko jeden element całości złożonej z kilku aktów prawnych, która mają wzmocnić nadzór nad systemem bankowym, scentralizować go w ramach unii bankowej (której formowanie idzie nader opornie, bo nawet Niemcy nie są do niej przekonane) oraz zapobiec konieczności ratowania upadających banków z budżetu.

Sama BRRD przewiduje kilka procedur związanych z systemem bankowym, a ratowanie upadającego banku to tylko jej fragment. Przede wszystkim nakłada na banki (ale i inne instytucje finansowe) konieczność przedstawienia planu naprawczego, aktualizowanego co roku, w którym instytucja ma przedstawić co zrobi w razie znaczącego pogorszenia swojej sytuacji finansowej. Plan musi uwzględniać trudności zarówno samej instytucji, jak całego systemu, nie może opierać się na finansowaniu z budżetu państwa lub banku centralnego i określać które aktywa będą stanowiły zabezpieczenie. Będzie on podlegał zatwierdzeniu przez instytucję nadzorującą (w Polsce będzie to zapewne KNF), która może nakazać bankowi zmianę w strukturze aktywów lub dokapitalizowanie, jeśli uzna ten plan za niewystarczający.

Oglądaj na Mysaver TV

Jeśli bank zejdzie poniżej współczynnika wypłacalności uważanego za bezpieczny, następuje tzw. wczesna interwencja. Nadzór ma wówczas prawo wymusić realizację części lub całości planu naprawczego, sprzedaż części aktywów, negocjacje z wierzycielami, a nawet zmiany w zarządzie. Jeśli to nie wystarczy, może wprowadzić komisarza.

Do tego nadzór będzie musiał ocenić, czy istnieje możliwość „restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji” każdej instytucji finansowej. Dyrektywa bardzo obszernie definiuje „uporządkowaną likwidację”, ale chodzi po prostu o taką upadłość instytucji, która nie wywoła tsunami finansowego. Chodzi o to, by każdy bank można było w razie problemów zlikwidować bez szkód dla systemu bankowego.

Plan skutecznej restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji nie uwzględnia awaryjnego wsparcia płynności z banku centralnego i/lub budżetu państwa. Jeśli nadzór oceni, że plan nie jest realny, może wymusić na instytucji cały szereg działań, łącznie ze zmianą profilu ryzyka, struktury holdingu, odejścia od sprzedaży niektórych produktów (np. ryzykownych kredytów) czy zmiany proporcji aktywów.

„Skuteczna restrukturyzacja i uporządkowana likwidacja” to tak naprawdę szumnie nazwana specyficzna procedura upadłościowa instytucji finansowej. Będzie przeprowadzana, gdy nadzór uzna, że instytucja „jest na progu upadłości lub zagrożona upadłością”. Szczegółowo te warunki omawia art. 32 BRRD.

Dyrektywa bardzo szczegółowo opisuje całą procedurę. W dużym uproszczeniu ma to być kontrolowane przejęcie zagrożonej instytucji (a właściwie różnych jej części) przez innych uczestników rynku lub instytucje państwowe, by nie dopuścić do niekontrolowanej upadłości. I tutaj dochodzimy do interesującej nas części. Otóż jeśli to nie wystarczy, w celu pokrycia roszczeń wierzycieli bank będzie mógł uszczknąć z depozytów, ale tylko powyżej kwoty objętej gwarancjami i dopiero po „ostrzeżeniu” akcjonariuszy. Dyrektywa wyraźnie zaznacza, że z depozytów nie można ująć więcej niż przepadłoby w wyniku normalnego postępowania upadłościowego.

Warto też zwrócić uwagę, że dyrektywa wyraźnie mówi, że należy zwolnić zarząd i wyższe kierownictwo w instytucji poddanej tej procedurze, chyba że stanowiłoby to zagrożenie dla przebiegu procedury.

Znacznie groźniejszy dla Polski jest inny zapis. Otóż żaden kraj nie może przeszkadzać w transferach ratunkowych w ramach grupy kapitałowej, chyba że zagraża to stabilności systemu finansowego lub ratującej instytucji. Innymi słowy jeśli któryś z zagranicznych właścicieli polskich banków wpadnie w tarapaty, będzie mógł swobodnie drenować swoją polską spółkę zależną, tak długo jak nie spowoduje to obniżenia jej wskaźników wypłacalności poniżej określonego poziomu.

Przejdźmy do wniosków. Po pierwsze nieuzasadnione jest demonizowanie BRRD. Wariant cypryjski wciąż nam grozi, bo jak pokazał przykład tego wyspiarskiego kraju, zdeterminowany rząd nie ma skrupułów, ale ta dyrektywa nie ma z tym nic wspólnego. Chodzi raczej o uporządkowanie procedury upadłościowej. Ponadto na ratowanie upadających banków nie będą zrzucać się wszyscy podatnicy, a jedynie akcjonariusze i klienci tej konkretnej instytucji. Podkreślę, że depozyty poniżej 100 tys. euro (czyli ok. 420 tys. zł) są na mocy BRRD całkowicie bezpieczne.

To oznacza, że należy pilnie śledzić kondycję swojego banku. Jeśli zauważycie nagły spadek jego kursu na giełdzie lub nietypowo wysoko oprocentowane lokaty, warto zastanowić się nad zmianą instytucji finansowej.

Jako że ten tekst siłą rzeczy jedynie zasygnalizował poruszane w BRRD kwestie, zainteresowanych odsyłam do pełnej treści dyrektywy w oficjalnym polskim tłumaczeniu.

Komentarze

Krzysztof Krzemień